Jednym z najistotniejszych wyzwań w pracy specjalisty psychoterapii uzależnień i psychoterapeuty (z perspektywy autora tekstu) jest pomoc pacjentom, którzy nadużywając alkoholu zgłaszają objawy zaburzeń depresyjnych. Niejasny obraz kliniczny podczas pierwszych spotkań, trudności diagnostyczne, ale także pewien poziom poirytowania wobec osób, które chętniej przyznają się do zaburzeń afektywnych niż uzależnienia, były inspiracją do podjęcia tematu „samoleczenia” etanolem.

Ewa Miturska (2013) informuje o zjawisku spostrzegania alkoholu przez znaczną liczbę pacjentów z podwójną diagnozą, jako jedynego źródła regulacji emocji. Zjawisko nie jest raczej wyjątkiem, lecz regułą.
Z tego powodu ww. pacjenci zgłaszają się zwykle zbyt późno po profesjonalną pomoc, w momencie kiedy zmuszeni są do tego przez różne instytucje lub ww. „samoleczenie” nie przynosi już ulgi w cierpieniu.

Termin podwójna diagnoza określa współistnienie uzależnienia od alkoholu z innymi ciężkimi zaburzeniami psychicznymi. Chciałbym skupić się na analizie związku zaburzeń depresyjnych z nadużywaniem alkoholu
lub uzależnieniem od niego, ponieważ jak wynika z badań, sięganie po etanol w celu „samoleczenia” w najwyższym stopniu dotyczy właśnie tej grupy pacjentów. U osób pijących szkodliwie zdiagnozowano depresję w rok poprzedzający badanie u 11,3% pacjentów, wśród osób uzależnionych- wskaźnik ten wyniósł 27,9 % (Wojnar i in., 2017). Depresja może być również skutkiem długotrwałego nadużywania alkoholu. Anna Klimkiewicz (Wojnar i in., 2017) sugeruje, że nadużywanie szkodliwe alkoholu zwiększa czterokrotnie ryzyko wystąpienia w przyszłości epizodu depresyjnego.

Jakie uwarunkowania oraz właściwości etanolu wpływają na uruchomienie destrukcyjnego procesu „samoleczenia” w zaburzeniach afektywnych? Po pierwsze, jak wynika z obserwacji klinicznej autora oraz danych z badań (Wojnar i in., 2017) alkohol działa przeciw lękowo. Obniżając poziom lęku (osiowego objawu zaburzeń depresyjnych) spożywanie etanolu przynosi chwilową, ale gwarantowaną ulgę w cierpieniu. Pacjent w wyniku powtarzania ww. czynności utrwala u siebie zgodnie z prawami warunkowania instrumentalnego (zachowanie > pozytywne wzmocnienie >utrwalenie nagradzanego zachowania) ten wzorzec radzenia sobie z negatywną emocją. Po drugie, fakt samodzielnego radzenia sobie w stanie dysstresu, jaki wiąże się z depresją,   może zwiększać poczucie sprawstwa w zakresie funkcjonowania własnego organizmu oraz oddziaływania na otaczającą rzeczywistość. Po trzecie „samoleczenie” jest bardziej wygodne i komfortowe dla pacjentów. Chroni przed koniecznością wizyty u specjalisty, mówienia o sobie i w konsekwencji przeżywania poczucia wstydu (przynajmniej podczas pierwszej wizyty). W końcu po czwarte istotne jest zjawisko doświadczane przez autora, spostrzegania alkoholu przez cierpiących z powodu depresji, jako środka bardziej bezpiecznego (w domyśle „naturalnego”, powszechnie akceptowanego) niż leków, które przepisuje lekarz psychiatra.

Alkohol sprzyja też łatwiejszemu i szybszemu zasypianiu (Wojnar i in., 2017), jednak nie gwarantuje pełnego odpoczynku podczas nocy. Autor artykułu ma świadomość, że nie wyczerpał wszystkich powodów sięgania po alkohol przez pacjentów z objawami depresji.

Samoleczenie wyłącznie etanolem zaburzeń depresyjnych może nieuchronnie doprowadzić do rozwoju zespołu uzależnienia od alkoholu. Mellibruda  i Sobolewska-Mellibruda (2006) proponują metaforę nowotworu w odniesieniu do sytuacji, kiedy oprócz innych zaburzeń psychicznych (np. depresja) pojawia się uzależnienie.
U osoby, która już wcześniej zmagała się z zaburzeniem depresyjnym, tworzy to podwójne obciążenie i zagrożenie dla jej funkcjonowania w różnych sferach, a także życia (Mellibruda, Sobolewska-Mellibruda, 2006). Utrudnia także w istotnym stopniu pomoc psychoterapeutyczną, ponieważ mechanizmy obronne występujące
w zaburzeniach depresyjnych mają inną dynamikę  i pełnią inne funkcje,
niż psychologiczne mechanizmy uzależnienia.  Komplikuje to też ustalenie właściwej farmakoterapii oraz zwiększa kilkakrotnie ryzyko podjęcie prób suicydalnych (Wojnar i in., 2017).

Miller i Muñoz (2017) zwracają uwagę, że osoby które poważnie rozważają samobójstwo, nie chcą tak naprawdę umrzeć. Chcą natomiast przerwać ból emocjonalny i fizyczny, natomiast nie znajdują innej alternatywy. Stan po spożyciu alkoholu, w którym część osób radykalizuje swoje sądy dotyczące rzeczywistości ze względu na „myślenie tunelowe”, może sprzyjać podejmowaniu decyzji, że samobójstwo ma sens.

Anna Klimkiewicz (Wojnar i in., 2017) informuje , że brak pozytywnych efektów samoleczenia alkoholem zaburzeń depresyjnych może mieć również uzasadnienie neurofizjologiczne. Dotyczy bowiem zaburzeń w biologicznej odpowiedzi na stres w powiązaniu czynności układów: limbicznego, podwzgórzowo-przysadkowego
i nadnerczowego. Picie alkoholu i traumatyczne wydarzenia powodują podobną odpowiedź hormonalną ze strony osi podwzgórzowo- przysadkowo-nadnerczowej. Ponadto fizjologiczna reakcja na stres jest podobna u osób chorujących na depresję oraz uzależnionych od alkoholu. W sytuacji stresu ośrodkowy układ nerwowy reaguje poprzez uwolnienie przez podwzgórze hormonu kortykoliberyny. Z kolei kortykoliberyna stymuluje inny obszar mózgu- przysadkę mózgową zlokalizowaną w okolicy kostnego zagłębienia nazywanego siodłem tureckim do wydzielenia następnego hormonu-  kortykotropiny. Ww. hormon uwalniany do krwi powoduje następnie produkcję kortyzolu w korze nadnerczy. Jeśli układ podwzgórzowo-przysadkowo-nadnerczowy funkcjonuje prawidłowo, kortyzol hamuje wydzielanie poprzednich dwóch hormonów. Nadmiar kortykoliberyny, kortykotropiny
oraz kortyzolu, który uwalnia się zarówno przy wydarzeniach traumatycznych, jak
i piciu alkoholu uszkadza hipokamp. Jest to struktura ośrodkowego układu nerwowego, parzysta, zlokalizowaną w skroniowej części mózgu, która wchodząc w skład układu limbicznego odpowiada min. za hamowanie osi podwzgórzowo-przysadkowo-nadnerczowej. Anna Klimkiewicz (Wojnar i in., 2017) z dysfunkcją ww. osi wiąże nasilone zjawisko występowania objawów depresyjnych u osób uzależnionych od alkoholu (jak donosi u ok. 80% pacjentów).

Przyjmowanie alkoholu w celu poprawy jakości snu, uruchamia tak naprawdę mechanizm „błędnego koła”. Jednym z objawów zaburzeń depresyjnych są przedwczesne poranne wybudzenia. Szacuje się (Wojnar i in., 2017), że od 15-28 % osób z zaburzeniami snu używa alkoholu, jako środka wspomagającego sen. Dzięki badaniom polisomograficznym wykazano, że u osób zdrowych alkohol skraca latencją snu, zmniejsza ilość snu REM, a także zwiększa okres trwania snu Non-REM. Jednak dotyczy to tylko pierwszej połowy nocy. W drugiej połowie, ze względu na szybki metabolizm etanolu, dochodzi do aktywacji układu współczulnego i w konsekwencji do częstych wybudzeń. Ma miejsce również spłycenia snu, a także z powodu zwiększenia okresów snu REM,  mogą pojawić się koszmary senne.