Prof. Jerzy Kołodziej, wojewódzki konsultant torakochirurgii, autor ponad 400 prac naukowych, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Płuc AM we Wrocławiu.

– Trzy lata temu zaprosiłam profesora Kołodzieja do współpracy przy realizowanym u nas projekcie „Chronię płuca – nie palę”. W tym czasie przebadaliśmy prawie 5500 mieszkańców powiatu polkowickiego. Dzięki tym przesiewowym badaniom wykryto 63 nowotwory oraz ponad 400 przypadków obturacyjnej choroby płuc. Udział i pomoc profesora w kontynuacji leczenia tych pacjentów jest bezcenny – mówi Mariola Kośmider, dyrektor Polkowickiego Centrum Usług Zdrowotnych.

 

PCUZ: W Polkowicach trwają przygotowania do XII już jesiennej edycji programu „Chronię życie przed rakiem”. Jak pan profesor ocenia działania związane z ochroną zdrowia mieszkańców naszej gminy?

Jerzy Kołodziej: Po czynach ich poznacie, tak mówi Biblia. A ponieważ na sercu leży mi profilaktyka onkologiczna, związana zwłaszcza z chorobami płuc, pragnę z całą odpowiedzialnością podkreślić, że Polkowice są chlubnym wyjątkiem  na mapie Polski. To jedyne znane mi miejsce w Polsce, gdzie badaniami przesiewowymi objęto niemal wszystkich mieszkańców. I nowotwory są wykrywane w bardzo wczesnym stadium pozwalającym na skuteczne leczenie. Dlatego z podziwem patrzę, jak od wielu lat władze z determinacją wdrażają tutaj programy zdrowotne ratujące ludziom życie.

PCUZ: Ale przecież Polkowice nie są ogromnym ośrodkiem medycznym.

JK: Powiem tak. W Szczecinie w ciągu 10 lat udało się wykonać badania przesiewowe u niecałych 20 tys. mieszkańców. W Gdańsku podobnymi badaniami objęto kilka tysięcy osób, w Poznaniu i w Warszawie po około 2 tysiące pacjentów. A w Polkowicach, które nie mają Akademii Medycznej i są liczącą około 27 tysięcy osób gminą, badaniami przesiewowymi objęto… 17 tysięcy ludzi. To niespotykany nigdzie wynik! Do tego zaangażowano w działania edukacyjne młodzież, seniorów i wielu artystów. Poza tym, w Polkowicach władze dawno temu wpadły na pomysł, że to nie pacjent ma szukać lekarza, tylko lekarz ma do niego przyjechać i pomóc mu możliwie jak najwcześniej. Jestem ogromnym zwolennikiem wyjazdowej pomocy specjalistów i powtarzanych w mniejszych ośrodkach akcji badań przesiewowych. Pacjenci są szybciej diagnozowani i nie tracą czasu na dojazdy na konsultacje do Wrocławia. To ja, na prośbę Polkowickiego Centrum Usług Zdrowotnych, przyjeżdżam tutaj regularnie do pacjentów. I to ma sens.

PCUZ: W Polkowicach zbierane są obecnie podpisy mieszkańców pod petycją do przedstawicieli rządu w sprawie powstania tutaj szpitala. Czy taka placówka powinna w Polkowicach powstać?

JK: Moim zdaniem tak. Po pierwsze dlatego, że są tutaj ludzie, którzy chcą i potrafią coś zrobić dla pacjentów. Po drugie, są przygotowane kadry, na bazie których taki szpital można z całą odpowiedzialnością tworzyć. A po trzecie, Polkowice są miastem, które rozrasta się i szpital będzie dla niego niezbędny. Sceptykom wytłumaczę od razu, że nie chodzi tutaj o placówkę w dawnym stylu, czyli ogromne gmaszysko ze wszystkimi oddziałami. Teraz, w nawet tak niedużych ośrodkach jak Polkowice, tworzy się nowoczesne szpitale z szybką i wieloprofilową diagnostyką, szybką chirurgią i poradniami specjalistycznymi.

PCUZ: Ale czy do Polkowic będą chcieli przyjechać lekarze ?

JK: W Polkowicach ma szansę powstać placówka dostosowana do potrzeb mieszkańców, z najlepszymi lekarzami na kontraktach. Pacjenci mogą być diagnozowani i leczeni przez specjalistów z uznanych ośrodków w całym kraju. Poza tym, nowoczesna placówka jest atrakcyjna dla młodych lekarzy, którzy chcą w niej rozwijać swoje badania, a to przekłada się na wysoką jakość leczenia. Wiem, że studenci medycyny otrzymają od władz Polkowic stypendia, a młodzi lekarze mieszkania. Zatem dobrej kadry raczej wam nie zabraknie. Kłopot może być – jak w całym kraju – z pielęgniarkami. Dlatego już teraz zachęcam do współpracy z wydziałami pielęgniarskimi na uczelniach z myślą o planowanym tutaj szpitalu.

 

5 lat temu opublikowano wyniki 10-letnich badań 60-ciu tysięcy pacjentów chorych na raka płuc. Okazało się, że 92% chorych, u których guz nie przekraczał 1 cm, zostało wyleczonych. Wystarczyła operacja, bez chemii. Pacjenci żyją już ponad 10 lat i nie mają przerzutów. To pokazuje, że najważniejsze jest wczesne wykrywanie tej choroby.